17 kwietnia 2019r.

Pierwsze 5 lat swojego życia
przeżyłem w domu dziecka. Przez wiele lat moje serce wypełnione było smutkiem, brakiem miłości, poczuciem odrzucenia, pustką wewnętrzną.

Szesnaście lat temu
na rekolekcjach Bóg zabrał mi pustkę z serca. Prowadzący rekolekcje przepowiedział, że „jest chłopak, który był adoptowany i Bóg napełnia go swoją miłością.” Od tego czasu nigdy poczucie pustki nie wróciło do mnie, czuję miłość Boga, Jego czułość i dobroć. Zakochałem się w Bogu. Dziewczyny ode mnie z roku na studiach mówiły, że widać, że się zakochałem i były bardzo ciekawe kim jest moja wybranka. Oczywiście to był mój kochany Bóg!

Po kilku latach zacząłem modlić się o uzdrowienie innych. Byłem świadkiem uzdrowienia chłopca z zapalenia opon mózgowych, dziewczynki cierpiącej od wielu lat na brak snu, szukającej pomocy u wielu psychologów, psychiatrów i egzorcystów, która od razu po modlitwie przespała całą noc. Bóg raz dał mi słowo do młodej dziewczyny, początkującej studentki, że „Pan uzdrawia wdowy”, okazało się, że porzucił ją narzeczony, a psycholog poradziła jej, by przeżywała ten bolesny czas jak wdowa, wraz ze wszystkimi koniecznymi etapami wdowieństwa.

Miałem łaskę posługiwać przy egzorcyzmach jako pomocnik, wstawiennik. Widok nadludzkiej siły złego i zarazem jeszcze większej mocy Bożą – działającej przy pomocy Maryi i świętych - bardzo umocnił moją wiarę.

W kolejnych latach przeżyłem kryzys wiary i uwikłanie w grzech nieczystości. Na szczęście Bóg na nowo mnie wyzwolił. Dotknęło mnie odkrycie tego, że Jezus wołając na krzyżu „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił” przeżył to, co przeżywamy pogrążeni w grzechach, najczarniejszą ciemność – po to, byśmy zostali przeniesieni do światłości Bożej. Bóg kolejny raz okazał mi swoje miłosierdzie.

Zacząłem wzrastać w wierze uczestnicząc we wspólnocie charyzmatycznej w Warszawie. Pan Bóg stopniowo oczyszczał moje serce i przygotowywał mnie do nowych zadań.

Obecnie jestem liderem wspólnoty charyzmatycznej w Wołominie. Dzięki zapałowi i gorliwości wiary mojego brata – zacząłem bardziej odważnie się modlić o uzdrowienie – wierząc w moc Bożą. Moja wiara na nowo się rozpaliła przez uważne czytanie i zapamiętywanie fragmentów z Pisma Świętego. Dzięki świadectwom uzdrowień i nauczaniom między innymi Marcina Zielińskiego, Michała Świderskiego, lekturom, czytaniu dokumentów kościelnych – upewniłem się, że Bóg nie zsyła chorób i wcale ich nie chce u nikogo. Owszem, działa w sercach osób chorób, przykutych do wózków inwalidzkich, ale nigdzie w Piśmie Świętym nie odnalazłem fragmentu o tym, żeby Bóg zsyłał i pragnął czyjejś choroby. Wręcz odwrotnie! Bóg jest dawcą życia i obfitości. Bardzo rozpala mnie świadomość tego, że jestem w Królestwie Bożym – nie kimś nic nie znaczącym, odrzuconym, osądzonym – ale jestem dziedzicem obietnic Bożych, jestem dzieckiem największego we wszechświecie Króla!

Zaczęliśmy widzieć coraz więcej uzdrowień i cudownych łask udzielanych przez Jezusa, uzdrowienia z nowotworów, znikające guzy, torbiele, dzieci uzdrawiane z padaczki, wydłużenie za krótkiej nogi, znikające bóle kręgosłupów, głowy, uzdrawiane kolana. Najbardziej jestem wdzięczny za pewną panią, która była wcześniej w kościele zielonoświątkowym, po naszym Wieczorze Chwały po 32 latach wyspowiadała się i czuje się lekka jak piórko i szczęśliwa! Chwała niech będzie Jezusowi na wieki!